PIASKIEM ZNACZONA HISTORIA ZAGINIONEGO JEZIORA - pełny tekst

 

Stary Zalew Dziećkowicki na granicy Brzezinki, Kosztów i Dziećkowic powstał właściwie jako produkt uboczny, a dał radość tysiącom ludzi. Zniknął na zawsze w odmętach historii i tylko w wielu starszych sercach pozostał smutek po stracie.

Największa i najważniejsza firma w historii Mysłowic czyli kopalnia „Mysłowice” jako pierwsza w Europie (1901 r.) zaczęła stosować podsadzkę płynną do wypełniania wyrobisk po eksploatacji węgla w sposób regularny i na dużą skalę . Jako materiału zamułkowego używano piasku. Na początku wybierano go z okolicy szybów kopalnianych w pradolinie Rawy i Brynicy. Jeszcze przed I wojną światową i później w okresie międzywojennym piasek czerpano z pola piaskowego „Hubertus” oraz z pomocniczego położonego między koleją Mysłowice – Szopienice ,a drogą tej samej relacji. W listopadzie 1933 roku w miejscu dużej piaskowni przykopalnianej uruchomiono piaskownię w Szopienicach. Wszystkie obsługiwane były kolejkami wąskotorowymi.

 

 Pole Piaskowe „Hubertus” około 1913 roku. Dwie koparki łańcuchowe z wiaderkowatymi naczyniami (o napędzie elektrycznym z widocznej trolei) urabiają i ładują piasek na wagony samowyładowcze ciągnione przez parowóz firmy „Linke Hofmann”.(foto z archiwum Muzeum w Gliwicach K.Soida)

 

 Pole piaskowe kop. Mysłowice 1913 r. (fot. ze zbioru Krzysztofa Soidy)

Podczas II wojny światowej władze okupanta niemieckiego zdecydowały ,że konieczne będzie poszerzenie możliwości dostaw piasku dla kopalń . W 1940 roku Franz Hubert von Thiele-Wincler sprzedał majątek w Dziećkowicach spółce górniczo-hutniczej, która rozpoczęła budowę kopalni piasku i kolejki piaskowej. Wykonawcą robót była firma Hoch und Tifbau Industrie z siedzibą w Brzezince. Inwestycja była możliwa dzięki wykorzystywaniu na dużą skalę jeńców wojennych, wśród których najwięcej było Rosjan i Ukraińców.

Po 1945 roku władze Polski Ludowej kontynuowały budowę kolejki, ale już normalnotorowej . Równolegle budowano i przygotowywano do eksploatacji kopalnię piasku w Brzezince, wycinano lasy. Przepiękne, dziewicze tereny powoli zamieniały się w pola wydobywcze. Do prac przygotowawczych wykorzystywano junaków ze Służby Polsce (SP).

 

Drążenie kolei piaskowej na skrzyżowaniu z ul. Laryską w Brzezince 1946-1948 rok (fot. ze zbioru S. Lasoka )

2 października 1949 roku przekazano do eksploatacji zbiornik piasku przy szybie „Wschodni” kopalni „Mysłowice” łącznie z torem kolejowym prowadzącym do Brzezinki.

W 1950-1951 roku powołano do życia Przedsiębiorstwo Materiałów Podsadzkowych Przemysłu Węglowego ,które przejęło znacjonalizowane po wojnie koleje piaskowe i piaskownie na terenie Górnego Śląska. Od tego czasu zaczęto systematycznie rozbudowywać sieć kolei piaskowych.

Kopalnię piasku „Brzezinka” połączono wtedy torami z szybami „Wschodni” i „Poniatowski” kopalni „Wieczorek”. Długość linii do poszczególnych szybów wynosiła 6,1 km,7,9 km i 13,4 km.

Wg. stanu na koniec 1953 roku piaskownia w Brzezince posiadała 6 parowozów,69 wagonów ,a na polu piaskowym pracowały 2 koparki firmy „Skoda” i 1 firmy „Carlshutte”. Przy stacji podkoparkowej wzniesiono halę parowozowni.

W 1955 roku pole eksploatacyjne w Brzezince połączono torem o dł.10,5 km z kopalnią „Ziemowit” w Lędzinach , a w latach 1958-59 z kopalnią „Piast”.

Jako ciekawostkę można przeczytać rozkład jazdy i przystanki ,na których zatrzymywał się pociąg służbowy Piaskowni „Brzezinka” w 1961 roku oraz ogłoszenie z „Trybuny Robotniczej”z 1957 roku o zatrudnieniu maszynistów.

 

  Rozkład jazdy pociągów służbowych do przewozu pracowników Piaskowni „Brzezinka” ( ze zbioru Krzysztofa Soidy)

 

Nabór do pracy maszynistów i pomocników maszynistów. (ogłoszenie z „Trybuny Robotniczej” 1957 r.)

 

Na początku lat 60tych piaskownia wybierała, ładowała i wysyłała do kopalń ok. 30 pociągów załadowanych piaskiem na dobę. Do 1964 roku wydobyto go około 34 mln. metrów sześc.

Jadąc od strony Kosztów w kierunku Dziećkowic, po minięciu leśniczówki po lewej stronie wyłaniała się ogromna piaskowa pustynia, która w pogodne dni przypominała wydmy nadmorskie.

Krajobraz dziećkowicki z powodu działalności kopalni zmienił się nie do poznania. Z licznych stawów w okolicy i strumyków spływających do wsi z pobliskich zboczy, nie pozostało śladu. Ich zniknięcie łączy się z piaskiem, ale również z czasami gdy pogłębiano i regulowano Przemszę.

 

Widok na pole piaskowe od strony Dziećkowic 1973 rok (fot. ze zbioru J.Przybyły)

 

Na terenie ,który stał się polem eksploatacyjnym piaskowni istniało boisko sportowe klubu LZS Dziećkowice. Przed wojną nosił on nazwę KKS Przemsza 1928 (Katolicki Klub Sportowy) .Wg. historii opisanej w Kalendarzu Dziećkowice 1994, teren na tzw. Wosienicy (przy drodze przez Tobołę/Brzezinkę do Mysłowic) otrzymano za .... 3 butelki wódki . Na tymże obiekcie przyjezdne drużyny zazwyczaj przegrywały ze względu na panujące tam „saharyjskie” warunki – piaszczyste podłoże, choć słynnemu Ruchowi Chorzów udało się wygrać.

Jak wspomina Jerzy Przybyła (były szef Rady Dzielnicy i OSP Dziećkowice) władze kopalni na początku oszczędziły boisko przed wybraniem i zezwalały na użytkowanie. By do niego dojść trzeba było zejść po stromej skarpie wyrobiska ,a później wspiąć się na pozostawioną szeroką górkę ,na coś w rodzaju wyspy na morzu piasku. Aż trudno sobie wyobrazić ile trwało dostarczanie piłki po mocnym wykopie na aut ....

Wspomnienia Jerzego Przybyły z czasów piaskowni i zalewu można by nazwać tytułem słynnego serialu - „Cudowne lata”.

Jedną z ulubionych zabaw dziećkowickich urwisów było nagabywanie operatorów koparek piaskowych by robili im tzw. karuzelę. Operator (najczęściej znajomy z Dziećkowic) opuszczał ogromną łyżkę na piach, dzieciarnia wskakiwała ,a on wyczyniał różne ”cuda” czyli kręcił łyżką dookoła, góra-dół, a na końcu po obniżeniu łyżki do 1-1,5 metra nad ziemią otwierał klapę i dzieciaki po karuzeli miały jeszcze zjeżdżalnię .

W nieeksploatowanych już rowach na terenie piaskowni szybko pojawiła się woda. Za nią po pewnym czasie pojawiły się ryby. Na to tylko czekali miejscowi miłośnicy przygód. Organizowali polowania czyli 3 chłopaków właziło do płytkiego rowu (woda do kolan, ud) i maszerując płoszyło ryby do jakiegoś wodnego zaułku ,a potem gołymi rękami wyrzucało na brzeg szczupaki, karpie czy płocie. Używali też do połowów wiklinowych koszy, mniejszym okazom zwracali wolność, większe zanosili do domów Spożycie ryb na terenie Dziećkowic , Kosztów i Brzezinki wzrosło diametralnie . W innej części piaskowni koparki dalej pracowały pełną parą.

Kopalnia piasku w Brzezince miała powierzchnię 2,7 km kw. Podczas wydobywania piasku powstawały ogromne wyrobiska, a gromadzącą się wodę przepompowywano do płynącej w pobliżu Przemszy. Były utworzone dwie pompownie – jedna od strony Brzezinki na końcu ul. Piaskowej . Druga po przeciwnej stronie zalewu ,niedaleko pierwszych dziećkowickich domów .

Piaskownia była eksploatowana do 1966 roku . Po jej likwidacji przy stacji kolejowej utworzono Górniczą Spółkę Akcyjną „Haldex” i przekazano jej halę po lokomotywowni. Sprzęt, tabor i załogę przeniesiono do Dziećkowic, gdzie planowano uruchomić kolejną kopalnię pomiędzy Dziećkowicami a Imielinem.

 

Umiejscowienie Kopalni Piasku Brzezinka na mapce kolei jaworznickich kopalń węgla (fot. ze zbioru Krzysztofa Soidy)

Już od początku lat 60tych na terenie piaskowni ,w miejscach gdzie zakończono eksploatację zaczęły tworzyć się małe akweny wodne.

 

Powolny przybór wody na terenie pola piaskowego (fot. ze zbioru J.Przybyły)

 

Najwcześniej chyba powstało jeziorko od strony Kosztów, w odległości ok.100-200 metrów od końca ul .Dzióbka w kierunku Przemszy , a później jeziorko od strony Brzezinki . Były stosunkowo płytkie (do 1,5-2 metra) i bezpieczne dla dzieci. Po pewnym czasie obrosły one roślinnością wodną ,a okoliczni mieszkańcy szybko odkrywali ich rekreacyjne walory. Podczas weekendów i w wakacje przybywały tam tłumy plażowiczów i amatorów kąpieli. W brzezińskim stawku w odległości kilku- kilkunastu metrów od brzegu leżał ogromny głaz, który służył jako trampolina do szczeniackich skoków. Tam jako kilkulatek nauczyłem się pływać.

W tym samym czasie koparki dalej w dzień i w nocy wybierały piasek zbliżając się do Dziećkowic , a pociągi odwoziły urobek do pobliskich kopalń.

Z czasem jeziorek było coraz więcej. Zaczynały się łączyć ze sobą ,a stan wody cały czas się podnosił. Starsi mieszkańcy tłumaczą taki duży wypływ wody istnieniem na tym terenie przed eksploatacją piaskowni trzech głębokich jezior –Farskiego , Michałowego i Białego. Geolodzy szukają raczej źródeł w wodach głębinowych.

 

Jezioro Michałowe ok.1955 roku, w tle wzgórze w Jeleniu i kominy nie istniejącej już elektrowni Jaworzno I           

(fot.za zbioru J. Przybyły ,Jego Rodziny i Przyjaciół)

 

Z czasem woda zalewała coraz większe połaci pól piaskowych . Pompownię na terenie Brzezinki wyłączono z eksploatacji. Krystalicznie czysta woda powoli wypełniała całe wyrobisko.

Jak wspomina Jerzy Przybyła kiedy wody było już wystarczająco dużo, dzieciarnia i młodzież konstruowała na potęgę machiny pływające. Domowym sposobem wytwarzano łódki, kajaki i tratwy , dopiero z czasem pojawiły się te kupowane w sklepie.

Wszyscy okoliczni mieszkańcy w ciepłe dni spędzali czas nad zalewem. Stał się on idealnym miejscem rekreacyjnym ,terenem kąpieli, zabaw, pikników i wszelakich innych przedsięwzięć.

 

Tak jezioro prezentowało się na starej mapie.

 

Zimą kiedy mocny lód skuwał jezioro kto żyw jeździł na łyżwach, wystarczały takie zwyczajne, mocowane do normalnych butów. Ojcowie odpowiednio nacinali obcasy by dobrze się trzymały ,a mali amatorzy lodowych szaleństw nie robili sobie krzywdy.

Chłopaki rżnęły w hokeja ile wlezie. Najcudowniejszym prezentem jaki dostał mały Jurek od rodziców na Gwiazdkę był prawdziwy kij hokejowy i prawdziwy krążek. Był dumny i szczęśliwy jakby trafił szóstkę w totolotka. Były też wyścigi łyżwiarskie ,na czas .Dystans od Dziećkowic na Tobołę w Brzezince (okolice cmentarza) najlepsi pokonywali w 7 minut.

 

Widok zalewu ze wzgórza „ Grabina ”,w oddali elektrownia Jaworzno II, III jeszcze nie było (fot. za zbioru J. Przybyły, Jego Rodziny i Przyjaciół)

Zalew zaczynał być znany w całym województwie. Podczas wakacji i w ciepłe dni brakowało miejsca w okolicy na rozłożenie koca. Autobusy i samochody dowoziły amatorów kąpieli z coraz dalszych zakątków Śląska. Młodzież rozbijała namioty i organizowała obozy. Z czasem pojawiły się nowoczesne kajaki i przepiękne żaglówki.

Dno zalewu było bardzo nierówne, były fragmenty bardzo głębokie ,a za kilka metrów mielizny. Z tego względu zdarzały się tam niestety przypadki utonięć. Woda „bijąca” z podziemnych źródeł powodowała zawirowania i niespodziewane fale lodowatej wody. Kiedy zalew jeszcze nie był do końca wypełniony wodą z nad jego tafli wyłaniało się kilka wysp. Później gdy przybór był maksymalny, przekształciły się w podwodne wzniesienia tuż pod powierzchnią .

Kopalnia „Mysłowice” zorganizowała nieoficjalny ośrodek nad zalewem z podestem zbudowanym z baniaków na wodę i wyłożonym deskami gdzie cumowały kajaki i rowery wodne.

Pływano, łowiono ryby, żeglowano i plażowano.

 

Dziećkowiccy żeglarze (fot. ze zbioru J.Przybyły, Jego Rodziny i Przyjaciół)

Ciekawe zdarzenie zapamiętał Jerzy Przybyła gdzieś w okolicach 1972-1974 roku. Pewnego pięknego dnia nad zalewem zaczęły krążyć dwa helikoptery, jakby szukały miejsca by wylądować. Ku zdziwieniu plażowiczów w końcu im się udało .Podmuch wirników był tak silny, że wszystkie koce i namioty wypoczywających w okolicy fruwały w powietrzu. W wielu miejscach powyrywało nawet kępy traw. Z helikopterów wysiadło kilku rosyjskich wojskowych, rozebrali się do slipek ,popływali i po 20 minutach odlecieli . Czy to byli pierwsi goście z zagranicy trudno orzec, ale nic dziwnego, że przepiękne jezioro przyciągało nawet tak egzotycznych przybyszów.

 

Widok zalewu i pięknych dziewczyn, w tle kościół w Dziećkowicach (fot. ze zbioru J. Ziemby)

Idylla niestety nie miała trwać wiecznie.

Decyzją władz peerelowskich zalew miał stać się miejscem składowania odpadów górniczych ,a potem pyłów z elektrowni Jaworzno III. Prawie nikt o tym nie wiedział, ale już od połowy lat 50tych losy wyrobiska popiaskowego ,a później jeziora były przesądzone.

Czy władze Tychów ,do których należały Dziećkowice do 1975 roku i Mysłowic odpowiednio mocno protestowały, czy była w ogóle możliwość niezgody na decyzje „wierchuszki” partyjnej trudno wyrokować. Węgiel i energia były priorytetami „zamordystycznej” władzy ludowej, a opiniami okolicznych mieszkańców nikt się nie przejmował.

Od końca lat 50tych najpierw od strony Kosztów i Brzezinki ,a w późniejszym terminie Dziećkowic zaczęto zasypywać wyrobisko popiaskowe odpadami z kopalń ”Mysłowice” czy „Ziemowit”. Dowożono je tymi samymi torami ,którymi wcześniej transportowano piasek . Później ,kiedy woda zalała pole piaskowe ten proces kontynuowano. Jezioro było cały czas użytkowane przez amatorów kąpieli i plażowania bo kamień kopalniany nie był aż tak ingerujący w środowisko wodne. Jeszcze żyło.

Niestety zaczęto budować rurociągi , a później tory kolejowe i most nad Przemszą w stronę elektrowni Jaworzno III.

W lipcu 1975 roku nastąpiło pewne zdarzenie ,które można by określić ostatnim protestem czy przedśmiertnym westchnieniem zabijanego jeziora. Postanowiono zrobić test obciążeniowy mostu i nowo wybudowanego toru na skraju zalewu . Sprzęgnięto ze sobą dwa parowozy i wysłano na jazdę próbną od strony Kosztów. Kiedy znalazły się na łuku nasyp nie wytrzymał, tory zjechały po stromym zboczu i parowozy wpadły do zalewu. Nikomu z załogi nic poważnego się nie stało.

Jezioro nie chciało odpłacić ludziom tym samym, co ci robili z jego duszą.

 

Lokomotywy na dnie zalewu ,lipiec 1975 roku (fot. z archiwum SRF i zbiorów J. Rzepniewskiego, K. Soidy )

Już od połowy lat 70tych zaczęto zalew zasypywać pyłami i popiołami z elektrowni choć początkowo w niewielkich ilościach. Kiedy w latach 1977-1978 zaczęto to robić na dużą skalę jezioro przestało istnieć.

Wpływ składowiska popiołów energetycznych na środowisko i zdrowie okolicznych mieszkańców był katastrofalny. Po wielu latach protestów działaczy dziećkowickich elektrownia Jaworzno III ograniczyła i obostrzyła swą działalność na tym terenie choć osadniki działają nadal .Teren jest częściowo zrekultywowany, szczególnie jego dziećkowicka strona porośnięta specjalnymi odmianami traw z wyrastającymi gdzieniegdzie krzewami i małymi jeszcze drzewami. Ogromne fragmenty dawnego jeziora (pomiędzy A-4 i jej punktem poboru opłat ,a Przemszą) dalej przypominają krajobraz jak po jakiejś katastrofie biologiczno-chemicznej (dla laika) czy po prostu obszar poprzemysłowy. Spotkany przeze mnie na terenie dawnego jeziora Pan opowiedział mi trochę o historii osadników i składowiska popiołów. Przez 40 lat pracował na elektrowni i według jego słów teren ten jest bezpieczny dla środowiska i dla mieszkających niedaleko ludzi. Obecna technologia składowania popiołów jest na tak wysokim poziomie ,że nie ma możliwości by im szkodziła . By udowodnić mi swoje słowa opowiadał, że popioły i pyły w jakiejś formie granulatu są rozchwytywane przez właścicieli pieczarkarni jako idealne podłoże do hodowli grzybów. Twierdził również ,że nad osadnikiem/zbiornikiem wody przemysłowej z elektrowni już dawno pojawili się wędkarze, że jadł złowione tam ryby i były pyszne. Oby miał rację....

Zdjęcia terenu dawnego zalewu z maja 2015 do zobaczenia na stronie - mdhmyslowice.pl

Stary Zalew Dziećkowicki nigdy już nie powróci na mapy Mysłowic. Nie odrodzi się jak feniks z popiołów. Nie będzie Sosiną, Hubertusem czy Pogorią.

Żal.

Zachód słońca nad Starym Zalewem Dziećkowickim (fot. ze zbioru Jana Ziemby)

 

Zalew nie ma nagrobka na żadnym z mysłowickich cmentarzy.

Jezioro umarło, ale żyje na szczęście we wspomnieniach ludzi, którym dawało radość i czas wytchnienia od trudów egzystencji.

 

Czesław Palka MDH

 
 

Bardzo, bardzo dziękuję Jerzemu Przybyle za pomoc przy napisaniu powyższego tekstu ,za podzielenie się wspomnieniami, za wyszukanie niezwykle rzadkich zdjęć w swoich zbiorach, rodziny i przyjaciół.

 

Dziękuję Janowi Ziembie za udostępnione zdjęcia.

 

Dziękuję synowi za niestrudzoną pomoc ojcu-analfabecie informatycznemu w opanowywaniu Worda i Painta

 

Dziękuję Agnieszce Czarnota za pomoc w redagowaniu tekstu

 

Przy pisaniu tekstu korzystałem z następujących źródeł (gorące podziękowania) :

 

Koleje piaskowe I i II tom – Soida , Roszak , Furtek

 

Kalendarz Dziećkowice 1994 (pod redakcją B. Precz)

 

Dziećkowice (praca zbiorowa pod kier. A. Liskowackiej )

 

Tygodnik „Echo”

 

Źródła fotografii użytych do tekstu opisane szczegółowo pod zdjęciami.

 

 

Pozostałe zdjęcia:

Fotografie ze zbiorów Jerzego Przybyły, Jego Rodziny i Przyjaciół :

 

 

 


 

 

 



 

 



 

 

Poniżej sesja fotograficzna Jana Ziemby – mysłowickiego fotografa, twórcy filmowego, operatora kina Znicz, pasjonata filmu.
Połowa lat 70tych – piękne dziewczyny na tle Zalewu Dziećkowickiego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniżej fotografie z archiwum SFR, ze zbioru K.Soidy,J.Rzepniewskiego.
Lipiec 1975 – próby obciążeniowe toru i mostu nad Przemszą, dwa parowozy na dnie zalewu i ich wyciąganie.