„Mieszczanie w odświętnych strojach, Rada miasta z burmistrzem na czele i starszyzna miejska, wszyscy wylegli witać króla. Na moście krakowskim w imieniu Rady i obywateli miasta Mysłowice powitał króla Maciej Kudera.”
W połowie sierpnia 1683 roku mieszkańcy Mysłowic mieli możność oglądania wielkiej armii polskiej, dowodzonej przez samego króla Jana Sobieskiego. Podążała ona śpiesznie pod stolicę Austrii Wiedeń, któremu zagrażało śmiertelne niebezpieczeństwo. Ogromna liczba wojsk tureckich obległa Wiedeń; jedynie w Polsce świat chrześcijański widział swój ratunek, dlatego też do króla Jana Sobieskiego cesarz Austrii i papież zwrócili się o pomoc. Nie odmówił król polski pomocy i oto ciągnął teraz z całą potęgą na odsiecz Wiednia. Mysłowice leżące na trasie pochodu polskich wojsk nie oglądały jeszcze tak silnej, świetnej armii. Jak podają kronikarze, przez miasto przeciągnęło około 25 tysięcy żołnierzy samej jazdy. Jechało także około 3 tysięcy wozów z rynsztunkiem i żywnością, ciągnięto z sobą 28 armat.
Imponujący musiał być widok ciężkiej husarii i wielkie musiał robić wrażenie widok jej skrzydeł. Jaskrawo kolorowe szły zaciężne oddziały Armeńczyków z toporami i muszkietami na ramionach.
21 sierpnia przyjeżdża w pozłacanej kolasie w otoczeniu licznej świty sam król Jan Sobieski.
Mieszczanie w odświętnych strojach, Rada miasta z burmistrzem na czele i starszyzna miejska, wszyscy wylegli witać króla. Na moście krakowskim w imieniu Rady i obywateli miasta Mysłowice powitał króla Maciej Kudera. Była to nie tylko okazja ujrzenia wielkiego władcy ale i sposobność zamanifestowania polskiego patriotyzmu. Dali mu wyraz mieszkańcy Mysłowic w złożonej na ręce króla petycji. Prosili w niej, by Jan Sobieski dołożył wszelkich starań, aby Mysłowice powróciły do macierzy, żeby zostały przyłączone do Polski.
Król pociągnął dalej, przez śląską ziemię, do Austrii.
Tak opisuje wizytę polskiego króla Władysław Pochmara w swojej książce „Z dziejów Mysłowic”. Nie wiadomo jednak, skąd autor zaczerpnął informacje dotyczące przebiegu uroczystości powitania polskiego króla, ilości wojska i daty wizyty.
„18-GO NOCOWALIŚMY W MYSŁOWICACH”
Potwierdzeniem wizyty monarchy w naszym mieście jest z pewnością informacja zawarta w dzienniku wyprawy wiedeńskiej. Dziennik spisany przez syna Jana III Sobieskiego, królewicza Jakuba zwanego Fanfanikiem, opisuje przebieg podróży króla i jego świty.
Już na drugi dzień po wyruszeniu z Krakowa Sobieski dociera do Mysłowic. Wers opisujący ten fakt w oryginalnej łacińskiej wersji brzmi: „18. Pernoctavimus in Myslowice, ubi nil audivimus”.
W 1883 r. w dwóchsetną rocznicę bitwy wiedeńskiej wydane zostało tłumaczenie diariusza królewicza przez historyka, zasłużonego wydawcę źródeł, Teodora Wierzbowskiego.
Poniżej krótki wypis z przetłumaczonego diariusza z zachowaną oryginalną pisownią:
17-go przyszły wiadomości, że turcy 8-go b. m. szturmowali przez 13 godzin [Wiedeń - red.], skutek czego nie jest jeszcze wiadomy; że nasi rzucili do rowów pęki chróstu i zarazem zapalili je, ażeby ogniem zniszczyć oblężnicze roboty. Pan Heisler, wysłany przez cesarza, chwacko pobił turków i zabrał im 100 mułów i 200 wielbłądów wraz z kilkoma znacznymi dygnitarzami. Dzisiaj przenocowaliśmy w Lipowcu.
18-go nocowaliśmy w Mysłowicach, gdzieśmy niczego nie słyszeli.
19-go przenocowaliśmy w Bytomiu, dokąd gdyśmy się zbliżali, naprzeciw nam wyjechał pan generał Caraffa, którego wuj jest wielkim mistrzem maltańczyków, pochodzący ze znakomitej rodziny, wysłany przez cesarza dla przyjęcia nas w Tarnowskich górach, a razem z nim niejaki Vitordo, który ma wuja kardynałem. Wiadomości, przyniesione nam przez jakiegoś zbiega, który do nas uciekł, nie są jeszcze dosyć pewne.
Z kolei dr Jacob Lustig, autor książki „Historia Miasta Mysłowice na Górnym Śląsku” wydanej w 1867 r., cytuje wpis dokonany w 1684 r., w tzw. czerwonej księdze, czyli rok po wyprawie wiedeńskiej: Izraelka odebrała na Dług który się iey pozostał za napoi Piwo Gorzałke cosie dawało Zołnierzam Polskim Adriationem dałosie Zł. 12 gr. 5. Wpis dowodzi, że wojska Sobieskiego stacjonowały w Mysłowicach, a pani Izraelce zostały zwrócone przez miasto koszta, które poniosła obsługując żołnierzy królewskich, o czym wspomina dr Lustig.
W innym diariuszu – medycznym z wyprawy wiedeńskiej – spisanym przez pamiętnikarza Mikołaja Dyakowskiego przeczytamy taki opis wymarszu wojsk z Krakowa:
Kraków 11 augusta
Wojska koronne po zakończeniu koncentracji, zgodnie z nakazem króla Jana III Sobieskiego, wymaszerowały na Wiedeń. Jedna kolumna pod hetmanem polnym panem Mikołajem Sieniawskim poszła drogą na Cieszyn, druga i pod hetmanem wielkim panem Stanisławem Jabłonowskim ruszyła na Bytom i Tarnowskie Góry. W obu dywizjach dwadzieścia siedem tysięcy żołnierzy i tyleż czeladzi. Stan zdrowotny ludzi dobry. Towarzyszy im i kilkudziesięciu medyków, chirurgów, felczerów i cyrulików. Prawie połowa z nich po raz pierwszy bierze udział v wyprawie wojennej. Zaopatrzenie w środki lecznicze, jak i materiały opatrunkowe zdeponowane zostało na ich taborowych. Ciągnie ich za wojskiem około ośmiu tysięcy. Obok broni wiozą – jak zalecił Miłościwy Pan – półroczny zapas prowiantu, a to worki i skrzynie chleba, jagieł, słoniny, boczku, wędzonki, grochu i są i napoje, jak piwo, gorzałka i wino. Niezapomniano również o obrokach. Oprócz tego na wozach gromadzono wiele innego wojennego dobra.
A tak Mikołaj Dyakowski opisuje sytuację po bitwie:
Namioty wezyrskie 13 septembra
Wielkie zwycięstwo i sławę narodowi naszemu dał Pan Bóg. Nieprzyjaciel, zasławszy pobojowisko trupami, ucieka w konfuzji. Pole bitwy zalega ponad piętnaście tysięcy żołnierzy Porty. Wraża armia rozbita i zdezorganizowana, chociaż straty nie przekroczyły piątej części jej liczby. Nieocenione dostatki wpadły w nasze ręce. Wszystko to okupione wszak wieloma ofiarami. Najjaśniejszego Pana naszego entuzjastycznie powitał Wiedeń, „Salvatorem” go nazywając. Victoria to ogromna, choć naszych zginęło niemało. Sprzymierzeni ponieśli straty w wysokości około trzech tysięcy pięciuset zabitych i ciężko rannych. Spośród poległych zbrojnych około tysiąca trzystu przypadło na Polaków. Niepowetowany to ubytek. Wiele zacnej szlachty złożyło swe głowy. Padli między innymi: dowódca chorągwi husarskiej pan Potocki i pan pułkownik Modrzejewski. Z wojsk cudzoziemskich zginęło kilku znacznych oficerów. Zabity został książę de Croy, jego brata zaś fatalnie postrzelono.
Dziś okrutny upał, niemożliwe gorąco, jakoby żar płynął z nieba. Wojsko prawie nie je, tylko pije. Czuć już straszny fetor idący od trupów koni, bydła i wielbłądów. Rozchodzi się on po całym froncie niedawnego boju, który w linii prostej sięgał jakowejś półtorej mili. Wszędzie po zakończeniu walki patrole królewskie i cesarskie przystąpiły do poszukiwania rannych umierających i chorych, aby udzielić im pomocy. Naliczono ich drugie tyle, co zabitych. Wielu jeszcze niechybnie umrze w najbliższym czasie. Mimo to wojsko jest pełne ukontentowania. Generał Kątski – dowódca artylerii – raportował Jegomości Królowi, że „…ochoty żołdaków, którzy oślep szli jakby do tańca, Turcy wstrzymać żadną miarą nie mogli”. Wszędzie już głośno, że do odniesienia zwycięstwa walnie przyczynili się Polacy, a potężna armia osmańska, którą Allach miał zawsze w swej pieczy, poniosła klęskę nie notowaną w dziejach.
NA PAMIĄTKĘ ODSIECZY WIEDEŃSKIEJ
25 sierpnia z Katedry na Wawelu, po odprawieniu mszy św. w języku łacińskim, wyruszy Szlakiem Sobieskiego zorganizowana po raz pierwszy piesza wyprawa pod Wiedeń. Grupa pasjonatów historii pod hasłem „Victoria In Unitate” („Zwycięstwo w jedności”) w dwa tygodnie przebędzie pieszo śladami Jana III Sobieskiego 520 km. 26 sierpnia przybędą do Mysłowic, gdzie chcieliby zasadzić ulubione drzewo króla Jana, lipę. Wiele miast na szlaku wyraziło już chęć sadzenia drzewek ku pamięci odsieczy wiedeńskiej. Lipa zostanie również zasadzona 8 września w 330. rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej na Kahlenbergu. Maszerując przez tereny Polski, Czech i Austrii pasjonaci będą promować region Małopolski oraz miasta i wioski leżące na trasie przemarszu. Wyprawę pobłogosławił biskup kardynał Stanisław Dziwisz. Patronują jej władze regionu: Marszałek Małopolski Marek Sowa, Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski, Burmistrz Miasta Jordanowa Zbigniew Kolecki. Opiekunem duchowym marszu Szlakiem Sobieskiego jest ksiądz Andrzej Zemła. Grupa otrzymuje ogromne wsparcie od osób życzliwych wyprawie.
KAZIMIERZ KOWALCZE
Organizatorem przedsięwzięcia jest Kazimierz Kowalcze – mieszkaniec Jordanowa, gdzie na co dzień wykonuje zawód elektronika. Prowadzi swój zakład i naprawia sprzęt RTV, ale jest również pasjonatem pieszych wycieczek górskich i historii Polski. W ubiegłym roku wraz z przyjacielem Grzegorzem Popielarzem w 10 dni pokonał – liczący 519 km – Główny Szlak Beskidzki. Poszukując kolejnego wyzwania postanowił połączyć pieszą wędrówkę z jednym z największych wydarzeń w historii Europy. Zafascynowany listami Jana III Sobieskiego do ukochanej Marysieńki, pełnymi barwnych szczegółów i opisów ówczesnych wydarzeń wybrał sobie za cel zorganizowanie wyprawy, która podążać będzie królewskimi śladami. Wspólnie z przyjaciółmi podczas wędrówki czerpać będzie z przesłania Króla Jana III Sobieskiego „Victoria In Unitate”.




