1935
S.O.S. Sowieckiego statku
Uczeń z Mysłowic przyczynił się do uratowania statku, który tkwił na mieliźnie koło Sachalinu przez 12 dni
Mysłowice (Tel wł) W dniu 22 b. m. około godz. 14 uczeń gimnazjalny Erwin Szade usłyszał na radjoodbiorniku „Sapello”, na fali 41,5 m, telegraficzne znaki S. O. S. z sowieckiego statku „Łozowskij”, a po pewnym czasie rozpaczliwe wezwanie o pomoc w języku rosyjskim.
Wśród wycia syreny okrętowej padały urywane zdania radjotelegrafistki okrętowej: „Mówi Ażeer R. T. S. (?) - Jeszcze pół godziny możemy pracować, póki maszyny nie przestaną działać. - Czy nas nie słyszycie ? - Jeżeli nas stracicie, dajcie nam znać, a my będziemy nadawać powtórnie. - Niedajcie nam umrzeć”.
Po za temi zdaniami, radjotelegrafistka, by pozostać stale na fali, podawała kolejno liczby, czytała urywki z książek oraz podawała szczegóły o statku i jego pasażerach, jak również szerokość geograficzną, i położenie statku. Szczegóły te częściowo były niezrozumiałe ze względu na to, ze były wypowiadane w trudnym do zrozumienia djalekcie.
Pod wrażeniem tej tragedji znajdująca się przy aparacie Genowefa Kamieńska, żona asystenta pocztowego zanotowała pewne szczegóły i przesłała je do urzędu pocztowego w Mysłowicach, celem powiadomienia stacyj radjonadawczych o katastrofie.
Ponieważ stacja radjowa w Katowicach nie posiada odbiornika krótkofalowego, zwrócono się do stacji radjowej w Warszawie, która oświadczyła, ze z powodu silnego ruchu ulicznego o tej porze ma silne zaburzenia w odbiorze i trudno jej będzie uchwycić falę 41,5 m.
Na wszelki wypadek zwrócono się do stacji radjowej w Gliwicach i ta obiecała zająć się zbadaniem rzeczy.
W pół godziny po zawiadomieniu urzędu pocztowego w Mysłowicach usłyszano następujące zdanie radjotelegrafistki sowieckiego statku: „Nasz wezwania zostały usłyszane przez jakiegoś Polaka, Bóg niech mu zapłaci, teraz już nie umrzemy”. Od chwili nawiązania kontaktu ze stacjami radjowemi ustały alarmujące wołania statku o pomoc.
W kilka godzin później Polskie Radjo w Warszawie w swym komunikacie prasowym podało wiadomość, ze Moskwa dopiero przed chwilą dowiedziała się o katastrofie parowca sowieckiego, „Łozowskij”, który 10 grudnia b. r. osiadł na mieliźnie około wyspy Sachalin.
Wynika z tego, że parowiec „Łozowskij” przez 12 dni daremnie wzywał pomocy i dopiero dzięki temu, że sygnały usłyszał polski uczeń gimnazjalny, oddalony w linji powietrznej o 8 000 km, władze sowieckie mogły przystąpić do wydobycia statku z opresji.
Kurjer Poznański
Poznań, sobota dnia 28 grudnia 1935




