2019
Albina Wyspiańska
Kraków – Bochnia – Mysłowice (cz. 2)
Maria z Rogowskich, matka Stanisława Wyspiańskiego umierała na gruźlicę. Wychowanie syna powierzyła swojej siostrze Joannie Rogowskiej. Chłopczyk miał siedem lat i siedem miesięcy, kiedy został półsierotą.
Ostatniej woli jego matki Joanna od razu po jej śmierci nie wypełniła. Była nauczycielką w dalekiej Warszawie. O Stasiu nie zapomniała, zadbała o posadę w Krzesławicach. Kiedy przyjeżdżała do Krakowa, zabierała Stasia na spacery, odwiedzali cioteczne rodzeństwo: Waśkowskich, Parvich, babcię Karolinę Rogowską.
Na co dzień, w pierwszych latach sieroctwa, dzielnie zajmowała się Stasiem ciotka Albina, siostra jego ojca, i babcia Wiktoria. Obecny był przy wychowaniu – choć nie zawsze – ojciec. Franciszek Wyspiański chadzał często swoimi drogami.
Inteligentny obserwator już w najwcześniejszym dzieciństwie mógł dostrzec talent Stasia. Widać to w rysunkach, scenografiach, rozciekawieniu teatrem, w pomysłach dziecięcych zabaw. Wtedy jest z nim, dba o swojego bratanka, ciotka Albina.
W Domku Długosza, przy Wawelu, w katedrze na Skałce, znajdował Stanisław Wyspiański odpowiedź na pytanie: „A kaz tyz ta Polska?” Patrzył. Słuchał. Myślał. Jego twórczość artystyczna, literacka stamtąd wzięła korzenie.
Albina Wyspiańska ze swoją bratanicą Zofią z Wyspiańskich Ryncarzową, jej mężem Romanem
i córeczką Marysią. Fot. Józef Spičak. Ze zbiorów Władysława Krcila (Bochnia, prawnuk stryja
Stanisława Wyspiańskiego, Bronisława)
17 stycznia 1880 roku, ciocia Joanna mająca 36 lat, poślubia Kazimierza Stankiewicza, liczącego lat 62. Zamieszkała ze swoim mężem w kamienicy przy ulicy Kopernika. Państwo Stankiewiczowie postanowili, że zajmą się wychowaniem siostrzeńca. Kiedy rozpoczyna on we wrześniu II klasę gimnazjum, nadal w dokumentach widnieje adres Kanonicza, opiekun ojciec Franciszek, rzeźbiarz. Adres zamieszkania Stanisława Wyspiańskiego zmienia się w klasie trzeciej, czyli w roku 1881 na 1882, mieszka wówczas przy ulicy Kopernika 1, a jego opiekunem jest Kazimierz Stankiewicz, urzędnik kasy oszczędności.
Joanna Stankiewiczowa w swoich wspomnieniach nie pisze, iż dziecko, po śmierci matki było pod opieką cioci Albiny i babci Wiktorii. Tak gmatwa, że wynika z jej wspomnień (późno spisanych), że już parę miesięcy po śmierci siostry zapewniła Stasiowi dom. W „Pamiętniku” pisze: „[...] tak zaraz po śmierci żony trudno było odebrać mu dziecko, trzeba było wyczekać parę miesięcy – z tą myślą go oswoić i przekonać, że źle nie chce – owszem, mam zamiar przyjść mu z pomocą, zająć się chłopcem i jemu troski ująć”.
Te parę miesięcy, to w rzeczywistości kilka lat. Albina prawdopodobnie zamieszkała w Domku Długosza pod koniec 1876 r. Wcześniej często dom brata odwiedzała, zajmując się dziećmi. Jego żona Maria chorowała i dla podratowania zdrowia wyjeżdżała na wieś.
Ciotka Stankiewiczowa opisując dzieciństwo Stasia, pomija istnienie Albiny, jakoś trudno jej zaakceptować rodzinę Franciszka. Swój ród Rogowskich uważała za wyżej postawiony od Wyspiańskich. Znajdujemy jednak w jej notatkach zdanie odnoszące się do Stasia, który zapewne tęskni za ojcem. W wolne od nauki popołudnia przychodzi do Domu Długosza, ale interpretacja prośby Stasia przez ciotkę jest jednoznaczna „bo tam ciągnęła go sztuka.” Jej niechęć do Franciszka ma swoje przyczyny i pewnie jest uzasadniona. Wiedziała więcej o życiu Marii u boku męża niż źródła dzisiaj podają. Mnie wciąż kołaczę się w myślach zdanie ze wspomnień nauczyciela Łabudy: „- Ej, żebym ja to miał farby, widziałby pan, jakie ja bym namalował kwiaty, róże, maki, bławatki. – Poproś taty to ci kupi! – A nie kupi”.
W nowym domu, u ciotki Stankiewiczowej, musi Stanisław przywyknąć do mieszczańskich reguł, konwenansów. A przecież od dziecka nie znosił banału, ograniczeń, nakazów. I ta swoboda jaką miał, a nazywana przez ciotkę Joannę „nietroszczeniem się o dziecko”, była mu potrzebna, umocniła jego samodzielne myślenie. Dla chłopca z fantazją, który wyrośnie na geniusza, było to wychowanie najwłaściwsze. Nie narzucać, nie komenderować, nie wiedzieć lepiej. Taką nauczycielką była Albina Wyspiańska. To jej pedagogiczna intuicja? Bardziej prawdopodobne jest to, że nie umiała skutecznie poradzić sobie z przekonanym do swoich decyzji, upartym dzieckiem. Staś często wbrew zakazowi ciotki sam wyprawiał się na pobliskie łąki. Znikał. Wyobraźnia to była jego potęga, od dziecka aż po ostatni dzień.
Trudno chłopcu, tak z dnia na dzień, opuścić Dom Długosza, wszystkie wolne chwile po nauce spędzał w pracowni ojca. Był dumny z jego rzeźby, którą w kościele św. Piotra i Pawła pokazywał dzieciom. Prezentowała się okazale: to posąg Kajetana Florkiewicza, biały marmur. Wyrzeźbił ją ojciec już po śmierci matki w 1877. Tam Wyspiański chodzi z innymi dziećmi napatrzyć się, ucieszyć i rzeźbą, i ojcem.
Dom Długosza był w Wyspiańskim już zawsze. Mimo smutnych wspomnień, do tego domu najwcześniejszego dzieciństwa wraca jak do ważnego miejsca. A ciotka Albina, troszcząca się o niego, tam przy Wawelu, jest przyjaźnie obecna także w jego dorosłym życiu.
Joanna Stankiewiczowa spisując w latach 30. wspomnienia ani słówka nie poświęciła Albinie. Chciała pozostać w historii jako jedyna ciocia wychowująca osierocone dziecko? Spotykały się, rozmawiały, były prawie rówieśniczkami. Joanna odwiedzała Stasia, kiedy był pod opieką Albiny. Kochały dziecko jednakowo silnie. Jedna była siostrą jego matki, druga siostrą jego ojca. Pomstowała Joanna na Franciszka, że nie dbał o Stasia. A o Albinie nie napisała nic. Ani jednego dobrego słowa.
Pamięć Albiny ocaliła Maria Waśkowska-Kreinerowa, siostrzenica Stankiewiczowej. Późno spisała wspomnienia o Stanisławie Wyspiańskim, długo się zastanawiała, po licznych namowach zdecydowała się dopiero w roku 1933. Te wspomnienia są źródłem wiedzy o znaczącej roli skromnej ciotki Albiny w wychowaniu Stanisława Wyspiańskiego. Rękopis kuzynki genialnego artysty zatytułowany „Dzieciństwo Stanisława Wyspiańskiego na plantacjach pod zamkiem” znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej. Czytamy w nim: „[…] nadchodzi jesień. Jesień roku 1880. Z nią kończy się przedświt życia Stanisława Wyspiańskiego. [...] Już mały Staś z nami więcej na plantacjach pod zamkiem przebywać nie będzie. Kończą się dni jego wolności, swobody, nieskrępowane rachubą czasu [...]. Kończą się dni jego beztroskie, w domu ojca własnego, w otoczeniu kochających: babki Wyspiańskiej i ciotki Albiny.
Państwo Stankiewiczowie, Joanna i Kazimierz, stworzyli jedenastoletniemu Stasiowi wzorowy dom. Była tam bogata biblioteka, poznał odwiedzających wujostwo wybitnych gości, przyjaciół Stankiewicza. Staszek wiele dobroci i zrozumienia dla swojego talentu doznał od wujka Kazimierza, przyjaciela Matejki. Wuj był zacny i mądry. Z ciotką Joanną, oddaną mu bezgranicznie, często nie zgadzał się, dochodziło też do poważnych konfliktów. Ona «najchętniej widziałaby Stasia na posadzie z lichą pensją, ale za to co miesiąc regularnie wypłacaną»” – napisała kuzynka Maria Waśkowska.
W roku 1901 Stanisław Wyspiański po sukcesie „Wesela” wynajął duże, ośmiopokojowe mieszkanie w kamienicy przy Krowoderskiej. Tam zamieszkał z żoną i dziećmi. Ciotka Albina, która jako jedyna w rodzinie akceptowała jego małżeństwo z Teofilą, odwiedzała go i jak zawsze służyła pomocą. Helenka, córeczka artysty, wspominała Albinę z serdecznością oraz przywiązaniem. Była to lubiana przez wszystkich ciotka. Jej wizyty cieszyły Wyspiańskiego. Nie zapomniał odnotować w późnym swym raptularzu: 17 czerwca 1905 „Rano przychodzi ciotka Albina z Bochni”.
Albina mieszkała u swojego brata Bronisława i wychowywała jego dzieci, było ich dziewięcioro. Do Wyspiańskich przyjeżdżała z kilkuletnią Zosią, która bawiła się z córką Stanisława i Teofili, Helenką. Były prawie rówieśniczkami. Z Zosią Wyspiańską, która poślubi nauczyciela Romana Ryncarza, przyjedzie Albina w 1924 roku do Mysłowic. O dzieci państwa Ryncarzów też będzie dbała, a była ich trójka: Marysia, Janina i Edward.
Barbara Sikora
Co Tydzień nr 6, 7 – 13 lutego 2019 r.





