1990

O czym mówi miasto

Montmartre po krakowsku

 

Plac pod Sukiennicami z każdym rokiem staje się coraz bardziej malowniczy. Obok sprzedawców pawich piór pojawili się kilka lat temu malarze. Jest ich kilkunastu. Tylko jeden posiada dyplom ukończenia ASP.

 

Paweł, wysoki, ciemnowłosy, starannie ubrany, jest studentem architektury. Sprzedaje słodkie akwarelki z widokiem Plant, Kanoniczej i Bramy Floriańskiej. Akwarelka w ramce kosztuje u niego 80 tys. zł, bez ramki – 60 tys. Paweł dorabia w ten sposób do stypendium.

 

Siedemnastoletni Leonard z Mysłowic nieźle posługuje się piórkiem. Sprzedaje miniaturowe widoczki Rynku (30 tys. zł), pejzaże (60 tys.). Jest też olejny portret Piłsudskiego za 200 tys. zł. Leonard chciałby zostać w Krakowie i dostać się do liceum plastycznego.

 

Boguś – niski, krępy, z obnażonym torsem. Jest poznaniakiem. Obrazy sprzedaje od dziesięciu lat. Maluje akwarele z widokami Krakowa. Jego obrazy są brunatno-czarne i bardzo różnią się od landrynkowych widoczków jego kolegów. Jeden kosztuje u niego – ok. 100 tys. zł. Boguś nie robi tego dla przyjemności. Pieniądze ze sprzedanych w Krakowie obrazów będą musiały mu wystarczyć na cały rok.

 

Wojtek – jedyny w tym gronie profesjonalista (jego karykatury można oglądać w „Gazecie Wyborczej”) - przyjechał ze Szczecina. Ma długie włosy i krótkie spodenki w kolorze khaki. Jego karykatury są wyjątkowo tanie. Wojtek mówi, że handluje obrazami nie dla pieniędzy, ale dlatego, że lubi obserwować ludzi. Dzisiaj portretował dwóch Japończyków, Węgra i charta angielskiego.

 

Kasia jest studentką filologii klasycznej na UJ. Jest ładna, inteligentna i nieźle mówi po angielsku. Sprzedaje akwarelki swojego brata, które, mimo stosunkowo wysokiej ceny (60-80 tys.) idą u niej jak woda. Kasia handluje dla przyjemności. Lubi towarzystwo, które zbiera się pod Sukiennicami.

 

Człowiek w białych trampkach wygląda jak biznesmen na urlopie. Sprzedaje koszmarne reprodukcje obrazów Riepina i Rembrandta. Cena jednego płótna – od 400 do 800 tys. zł. Oprócz obrazów biznesmen sprzedaje również własnoręcznie wykonane makatki (200 tys. za sztukę). Mówi, że ma na utrzymaniu liczną rodzinę.

 

Naprzeciwko pomnika Mickiewicza rozłożyła się grupa rosyjskich portrecistów: Lew z Arbatu, Igor z Brześcia i Anatol z Kijowa. Swoje pastelowe portreciki sprzedają po 150 tys. za sztukę. Chętnych jest sporo. Rosjanie są profesjonalistami. Marzą o wystawie w Polsce.

 

Aby sprzedawać obrazy pod Sukiennicami trzeba mieć pozwolenie miejskiego plastyka. W przeciwnym wypadku płaci się karę, która została ostatnio podwyższona z 3 tys. do 200 tys. zł. Malarze, w większości takich pozwoleń nie mają, a nowe służby porządkowe nie są w stanie wyegzekwować od nich żadnych pieniędzy.

 

Jednakże nie kary są główną przyczyną pogarszającej się wśród nich atmosfery. Malarzy z każdym rokiem przybywa. Ostatnio pojawiła się nowa grupa. Są to ludzie sprzedający głowy końskie i jelenie na rykowisku. Ci są szczególnie pazerni na pieniądze i, o dziwo, znajdują nabywców – przeważnie wśród bogatych Japończyków i Amerykanów. Specjaliści od wizerunków koni są pazerni nie tylko na pieniądze. Przychodzą rano i zajmują najlepsze miejsca nie respektując wcześniej ustalonej wśród malarzy hierarchii. Poza tym dogadują się z pijanymi zwolennikami krakowskiej kapeli „Centusie”. Zdarzało się, ze w razie niesubordynacji któregoś z malarzy, „męty” niszczyły obrazy, albo odstraszały nabywców głośnym wyciem. Mimo to malarze nie chcą stąd odchodzić. I – miejmy nadzieję – nie odejdą, bowiem wśród bohomazów można znaleźć prawdziwe perełki. Oby tylko plac pod Sukiennicami nie stał się tak jak współczesny Montmartre, cukierkowym Disneylandem w służbie autokarowej turystyki.

 

Janina Korzeniewska

 

Czas Krakowski nr 88, 2 sierpnia 1990 r.

 

 

Pliki cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.