Kraków 1990 wspomnienie
Z wielu powodów Kraków z roku 1990 zapisał się w mojej pamięci. Niebagatelną rolę odegrały dwie rzeczy: fotografie i fakt, że był to ostatni rok po wielu latach sezonowego spędzania naszego czasu na Krakowskim rynku.
Bogusław Czarnota w 1980 roku związał swoje życie zawodowe z tym miastem na 10 lat. W połowie lat 80-tych, kiedy miałem kilkanaście lat zabierał mnie ze sobą na kilka tygodni w okresie lipiec - sierpień, i tak razem do 1990 roku spędzaliśmy dużo czasu w Krakowie. W tamtym czasie dzieliliśmy swoje życie pomiędzy Kraków, Zabrze, Mysłowice i Poznań. W 1980 roku, na początku Bogusław próbował dołączyć do ludzi, którzy sprzedawali swoje obrazy pod bramą floriańską, lecz spotkał się z dość niesympatycznym przyjęciem. Szukając swojego miejsca trafił pod sukiennice, gdzie z szefostwem ówczesnego Wawel-Tourist zawarł umowę, że może sprzedawać swoje rysunki ale pod pewnymi warunkami. Mógł stać pod sukiennicami w wybranym miejscu, gdy: zachowa czystość; nie będzie zasłaniać okien i nie będzie ingerował w ściany czy kolumny, tzn. nie będzie ich niszczył. Bogusław zaczął wieszać swoje rysunki z tego powodu na sznurkach za pomocą klamerek.
W drugiej połowie lat 80-tych rok po roku zaczęli dołączać inni, którzy w ten sam sposób lub za pomocą rozkładanych teczek prezentowali swoje rysunki. Pierwsi którzy przyjeżdżali sezonowo do Krakowa pamiętali o tym, że Bogusław był pierwszy i respektowali jego stałe miejsce w którym rozwieszał swoje rysunki. Jednak kolejni dołączający już o tym nie wiedzieli i często z tego powodu wywiązywały się kłótnie. Jednak Bogusław nie był małostkowy i rozwieszał swoje rysunki w następnym dostępnym miejscu.
W 1989 roku czując się już na siłach i naśladując swojego wujka, sam zacząłem rysować piórkiem i tuszem. Okazało się, że moje rysunki podobają się turystom, którzy je chętnie kupują. W roku następnym przez kilka miesięcy sezonu, pod sukiennicami zebrało się już tylu ludzi sprzedających obrazy i rysunki, że zrobił się z tego niezły bałagan. Powstał nawet artykuł na ten temat „Montmartre po krakowsku” (Czas Krakowski nr 88, 2 sierpnia 1990 r.). To był pierwszy rok bez „komuny” więc tak naprawdę pierwszy rok wolności i wiele spraw nie było w nowej rzeczywistości uregulowanych prawnie. Na rynku sprzedawali również Rosjanie, Ukraińcy i wielu innych z jeszcze wciąż trwającego Związku Radzieckiego.
W 1990 roku pierwszy raz do rąk własnych dostałem aparat fotograficzny „Smienę”, a krótko po tym kupiłem swój pierwszy aparat fotograficzny „Zenit TTL”. Większość stojących i sprzedajacych swoje rysunki pod sukiennicami zachowywało ze sobą poprawne relacje, czasami nawet przyjacielskie. Przeżyliśmy wspólnie różne sytuacje na rynku, takie jak wybryki grup skinów czy cyganów. W pamięci zapisała się kapela krakowska grająca całymi dniami na rynku, niepełnosprawny cygan grający rzewne melodie na skrzypcach, biegający lajkonik ku uciesze turystów i wiele, wiele innych ciekawych chwil. Oglądałem na żywo pożar Pałacu pod Baranami, lecz nie sfotografowałem tej chwili ponieważ zabrakło mi kliszy w aparacie, a nie miałem przy sobie już kolejnych. Jako „fotograf” zostałem poproszony o zrobienie zdjęć na koncercie w którejś z podkrakowskich miejscowości, ponieważ członkowie zespołu również sprzedawali rysunki i utrzymywaliśmy przyjacielskie relacje. Było jeszcze jedno sympatyczne spotkanie, które miało swój finał po latach w Mysłowicach. Pewnego dnia, gdy rysowałem kościół mariacki zasłonił mi go ktoś kogo nie poznałem od razu. Okazało się, że był to Zbigniew Wodecki, który przechadzał sie po rynku. Przystanął na chwilę żeby popatrzyć jak rysuję. Byłem tak zaskoczony, że nawet nie odezwałem się do niego, a on tylko się uśmiechnął. Kiedy odszedł, spojrzałem jeszcze za nim i utkwiło mi w pamięci to jak wyróżniał się spośród ludzi wzrostem i fryzurą. Po latach pracując w Mysłowickim Ośrodku Kultury spotkałem pana Zbigniewa ponownie z okazji jego koncertu w 2012 r., w Mysłowicach. Nie miałem akurat swoich rysunków Mysłowic ale dostał ode mnie na pamiątkę kubek z rysunkiem Mysłowic. Przy okazji opowiedziałem mu, że widzieliśmy się kiedyś pod sukiennicami.
Nie są to fotografie profesjonalne a szczególnie te ze „smieny” na której nie zawsze udało się ustawić dobrze ostrość. Niektóre zdjęcia wykonał Bogusław, niektóre znajomi spod sukiennic. Stały się one jednak po ponad 35 latach dokumentacją małego wycinka życia ówczesnego Krakowa. Nie pamiętam wszystkich nazwisk a nawet imion. Jednak myślę, że pod zdjęciami mogę podać po tylu latach przynajmniej imiona, które zapamiętałem. Zdjęcia podpisane imieniem i nazwiskiem świadczą o tym, że tych ludzi już nie ma wśród nas...
Leonard Czarnota
Sukiennice
Koncert
Artur |
Artur |
Artur |
Artur i Marlena |
Zdjęcia ogólne
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Pałac pod Baranami na drugi dzień po pożarze |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |




























































