Hotel z tajnym hasłem "MW"

W kolejnym dniu procesu zeznawało kilkunastu świadków wywodzących się z grona agentów zaangażowanych w ruchu emigracyjnym oraz wielki rabin Steinsalz z Sosnowca. Zeznali oni, że nie było im wiadomo, by Lubelski i jego bracia trudnili się handlem dziewczętami. Wezwany przed sąd zarządca stacji emigracyjnej w Ostrowcu Pomorskim – Hegner określił Lubelskiego jako porządnego i pilnego człowieka, którego nigdy nie podejrzewał o prowadzenie handlu żywym towarem. Do jego stacji Lubelski przyprowadzał tygodniowo 500 emigrantów.

Z kolei zeznania złożył komisarz mysłowickiej policji Selle. Oświadczył on, że na płaszczyźnie służbowej nie miał żadnych kontaktów ze stacją emigracyjną. Opinię 0 Samuelu Lubelskim uzyskał od wachmi­strza policji Boratha i Maxa Weichmanna, którzy wystawili Lubelskiemu jak najlepsze referencje. Selle przyznał, że Lubelskiego poznał przez jednego z jego braci miesz­kającego w Sosnowcu. Odtąd utrzymywał z Lubelskim dosyć częste kontakty oraz pił z nim alkohol. Utrzymywanie kontaktów towarzyskich z oskarżonym komisarz Sel­le uzasadniał tym, że Lubelski świadczył usługi jako szpicel. Selle odmówił jednak odpowiedzi na zasadnicze pytania proku­ratora, dotyczące przyjmowania prezentów i pieniędzy od Lubelskiego i Weichmanna. Od tego ostatniego jedynie pożyczkę w wy­sokości 1000 marek. W zamian nie czynił żadnych grzeczności służbowych wobec Weichmanna czy Lubelskiego. Nie wiedział nic o zaginięciu trzech pism urzędowych w komisariacie policji. Zaprzeczył wyda­nia Samuelowi Lubelskiemu zezwolenia na pobyt w hotelu Weissa dla jego brata, który powrócił z podróży do Argentyny i znany był jako handlarz dziewczętami. Zaprzeczył również pytaniom prokuratora związanym ze sprowadzaniem dziewcząt i wykorzy­stywaniem ich przez niego oraz przyjmowaniem korzyści materialnych. Komisarz Selle jeszcze raz podkreślił, ze utrzymywał stosunki towarzyskie z Lubelskim wyłącz­nie z tego powodu, że podejrzewał go o pro­wadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz Rosji. Przez utrzymywanie bliższych stosunków starał się wyciągnąć bliższe in­formacje. Należy dodać, że komisarz Selle zeznawał przed sądem bez wymogu złoże­nia przysięgi.

KSIĘGOWI STACJI EMIGRACYJNEJ GLORYFIKUJĄ LUBELSKIEGO

Niewiele dowodów obciążających wnio­sły zeznania złożone przez dwóch księgo­wych pracujących dla stacji emigracyjnej Weichmanna. Księgowy Braun, którego zadanie polegało na rozliczaniu rosyjskich agentów emigracyjnych, nie zwrócił uwa­gi, by liczba wyjeżdżających do Ameryki Południowej była większa od liczby emi­grantów udających się do Ameryki Północ­nej. Braun stwierdził, że od czasu podjęcia przez Lubelskiego pracy dla stacji Weich­manna, ruch emigracyjny na mysłowickiej stacji emigracyjnej wzrósł o ponad sto osób dziennie. Zdaniem Brauna Lubelski potrafił skierować strumień ruchu emigracyjnego do Mysłowic. Natomiast po aresztowa­niu Lubelskiego ruch ten zaczął wyraźnie spadać. Braun zaprzeczył, by przyjmował gratyfikacje pieniężne od Lubelskiego oraz oświadczył, że nie były mu znane przypadki handlu dziewczętami na stacji emigracyj­nej w Mysłowicach. Nie otwierał też listów adresowanych do Żydowskiego Komitetu Pomocy. Nieznane były mu także przypad­ki kierowania emigrantów w sposób nie­dozwolony, szczególnie do Buenos Aires. Braun poinformował sąd, że Weichmann otrzymywał od towarzystw okrętowych 15% prowizji od każdego odprawionego emigranta, z czego 12 marek oddawał ro­syjskim agentom. Emigranci dodatkowo uiszczali 12 rubli tzw. opłaty granicznej, którą Lubelski przeznaczał na opłacanie przemytników, którzy przeprowadzali emi­grantów nielegalnie przez granicę rosyjsko – niemiecką.

Drugi księgowy stacji emigracyjnej Bloch zajmował się emigrantami, którzy nie wykupili kart okrętowych. Przeprowadzając wywiady spisywał ich dane personalne oraz pytał o cel podróży. Bloch potwierdził ponad dziesięciokrotny wzrost interesów stacji emigracyjnej po podjęciu pracy przez Samuela Lubelskiego. Nie przypominał so­bie przypadków załatwiania emigrantów z pominięciem obowiązujących przepisów emigracyjnych. Zaprzeczył, by udzielał pożyczek pieniężnych funkcjonariuszom policji sam bądź z polecenia Weichmanna.

OSKARŻENIA AGENTA EMIGRA­CYJNEGO I ARESZTOWANIE WEICH­MANNA

Olbrzymie wrażenie w piątym dniu pro­cesu wywołały na sali rozpraw zeznania zło­żone przez koronnego, obok wachmistrza Halemby, świadka oskarżenia – rosyjskiego agenta emigracyjnego Goldberga. Swymi zeznaniami obciążył on nie tyle głównego oskarżonego Samuela Lubelskiego, nato­miast skierował falę oskarżeń pod adresem szefa stacji emigracyjnej Weichmanna i jego księgowego Brauna. Rozległe i obcią­żające wywody agenta Goldberga, które zo­staną zaprezentowane w kolejnym odcinku, doprowadziły w efekcie do podjęcia przez gremium sądowe decyzji o wydaniu naka­zu tymczasowego aresztowania „wszechpo­tężnego” Maxa Weichmanna i księgowego Brauna.

HALEMBA O KORUPCJI I KONSE­KWENCJI JEJ UJAWNIENIA

Dzień szósty procesu rozpoczął się od kolejnego wystąpienia głównego świadka oskarżenia, zdymisjonowanego wachmistrza policji Halemby. Swymi zeznaniami jeszcze bardziej pogrążył on szefa mysłowi­ckiej stacji emigracyjnej Maxa Weichmana. Stwierdził on bowiem, że Weichmann wrę­czył mu na ulicy kopertę z pieniędzmi, któ­re stanowić miały gratyfikację Towarzystwa Okrętowego HAPAG w Hamburgu. Gdy Halemba nie chciał jej przyjąć, Weichmann usiłował go przekonać do tego, że podobne gratyfikacje przyjęli wszyscy inni urzędni­cy policji. Ponieważ świadkowi wydawało się to podejrzane, poinformował o zajściu swojego przełożonego, inspektora policji Krensla. Gdy o doniesieniu dowiedział się Weichmann, natychmiast spowodował, że Towarzystwo Okrętowe nadesłało pewną sumę pieniędzy na wypłacenie gratyfikacji dla mysłowickich urzędników. Otrzymać miał ją jednak tylko burmistrz miasta dr Heuser i to w wysokości 1500 marek. Wspomniana próba przekupstwa miała mieć miejsce po wizycie w komisariacie policji Weichmanna, by poinformować wachmistrza o przeszkodach powstałych w ruchu granicznym, a następnie zaprosić do rewizyty w agenturze emigracyjnej. Gdy Halemba odmówił, nastąpiła natychmia­stowa kontrakcja. Wytoczono mu bowiem postępowanie dyscyplinarne z innych po­wodów. Gdy wyszedł z niego obronną ręką, pierwszy gratulacje złożył mu Weichmann i zachęcał, by „pracował tak, jak dawniej, a wtedy dla niego wszystko się znajdzie”. Halemba starał się przy tej okazji obalić mit o jego sercu i gestach dobroczynności Weichmanna. Jeżeli wspierał on jakieś orga­nizacje czy przedsięwzięcia, to czynić miał to wyłącznie z zimnego wyrachowania.

Świadek Halemba przypomniał wykro­czenia przeciw prawu syna burmistrza mia­sta dr. Heusera. Z pomocą pospieszyć miał Weichmann, który zorganizował wyjazd syna do Ameryki Północnej, opłacając całą podróż i zapewniając miejsce pobytu.

Wachmistrz Halemba powtórzył przed sądem swoje zeznanie złożone w toku śledztwa o funkcjonowaniu w hotelu Labaszynskiego „kredytu” dla funkcjonariuszy policji oraz urzędników kolejowych i skar­bowych. Kredyt otwierał się natychmiast dla osoby, która wypowiedziała hasło skła­dające się z dwóch liter: „MW” (Max Weich­mann). Taka osoba mogła konsumować dowolne dania i zamawiać różne trunki. Jednak sierżant Grudziński, który naduży­wać miał kredytu, został ukarany przez burmistrza dr. Heusera. Halemba wyrażał przekonanie, iż o faktach nadużywania kre­dytu przez policjantów i urzędników dono­sił burmistrzowi sam Weichmann.

Świadek Halemba przedstawił sądowi jeszcze inny sposób uzależniania przez Weichmanna żandarmów policji. Polegał on na oferowaniu im mieszkań w domach należących do mysłowickiej stacji emi­gracyjnej. Sprawiało to, że żandarmi, któ­rzy skorzystali z takiej oferty, stawali się poddanymi Weichmanna. Przy tej okazji Halemba wyraził przed sądem opinię, że sierżant Tuszyński, który nie zjawił się jako świadek na rozprawie, nie był na tyle cho­ry, by zjawić się przed sądem w Bytomiu. Jego zeznanie pozwoliłoby na wyjaśnienie sprawy wywozu do Argentyny dziewczyny imieniem Rosa.

ZWOLNIENIE Z ARESZTU WEICH­MANNA I ATAK NA ZEZNANIA HALEMBY

Tymczasem niespodziewanie na sali roz­praw zjawił się aresztowany dnia poprzed­niego Max Weichmann wraz ze swoim księgowym Braunem. Okazało się, że zwol­nieni oni zostali z aresztu po złożeniu kaucji, w wysokości wręcz fantastycznej w tamtych czasach – 1 mln marek. Miesięczny zaro­bek górnika w 1913 r. wynosił 125 marek. Ustanowienie przez sąd tak wysokiej kaucji wynikało z obawy, że Weichmann mógłby opuścić granice Rzeszy Niemieckiej i poje­chać na kontynent amerykański.

Ustosunkowując się do zeznań wach­mistrza Halemby uznał je jako kłamstwo. W swoim wystąpieniu usiłował powiązać działalność Halemby z działalnością dru­giego koronnego świadka Goldberga. Uznał ich za wspólników, zajmujących się organi­zowaniem transportów wychodźców na te­renie zaboru austriackiego dla Towarzystwa Okrętowego Pacific – Canada w Szczakowej. Weichmann przyznał się do obdarowania nie tylko urzędników, ale nawet stróżów nocnych stacji emigracyjnej. Natomiast zaprzeczył, by funkcjonował jakiś kredyt dla urzędników w hotelu Labaszynskiego. Uważał to za nieporozumienie. Przyznał, że przed 1894 r., a więc przed powstaniem sta­cji emigracyjnej w Mysłowicach, zajmował się handlem hurtowym bydła. Wtedy miał się spotykać z osobami zajmującymi się eksportem bydła w hotelu Labaszynskiego w celu omówienia transakcji handlowych oraz dokonania rozliczeń. Właśnie z tej okazji – dzięki dobremu sercu – otworzył taki „kredyt”, z którego korzystali handlarze bydłem oraz tylko sporadycznie urzędnicy policyjni.

ZMIANA ATMOSFERY PROCESU

Od chwili zwolnienia Maxa Weichman­na i jego księgowego Brauna z aresztu oraz dopuszczenia ich do składania z wolnej stopy proces przyjął nagły zwrot. Zeznania świadków stały się bardziej ostrożne. Wy­jątek stanowiło zeznanie świadka Landsmanna z Sosnowca, który przytoczył treść rozmowy dwóch agentów stacji emigracyj­nej o zaproponowaniu jednemu z nich 300 rubli za wyjazd córki do Argentyny. Poza tym dwie dziewczyny pracujące w hotelu „Cohn” zeznały o próbie ich przekupstwa przez żonę Samuela Lubelskiego, by zeznały na korzyść jej męża. Z powodu zmiany ze­znań przed sądem w porównaniu ze śledz­twem aresztowano na sali sądowej, pod zarzutem krzywoprzysięstwa, Salomona Mirowskiego. Dla wszystkich obserwują­cych proces wydarzeniem niezwykłym było niezjawienie się na sali rozpraw koronnego świadka oskarżenia Goldberga, który wielo­krotnie obciążał swymi zeznaniami Samu­ela Lubelskiego, a przede wszystkim Maxa Weichmanna. Obecni na sali świadkowie z Sosnowca oświadczyli sądowi, że Goldberg po prostu zniknął. Wody w usta nabra­li nagle wylewni dotąd członkowie rodziny właścicieli hoteli „Grunwald” i „Cohn”.

WEZWANIE NA ROZPRAWĘ DZIEW­CZYN POSZKODOWANYCH

W siódmym dniu procesu na sali roz­praw stawić się miały – wezwane kanała­mi dyplomatycznymi – dwie dziewczyny z zaboru rosyjskiego (Salka Cymbler i Rosa Bretstein) oraz jedna z zaboru austriackiego (Holtzer). Zeznania tych trzech dziewcząt miały ostatecznie przypieczętować zarzuty zawarte w akcie oskarżenia przeciwko Sa­muelowi Lubelskiemu. Jak wspomniano w odcinku drugim, dziewczyny te zostały podstępnie wywiezione do Buenos Aires, przy ścisłej współpracy Samuela Lubel­skiego i jego brata Moischego, a następnie umieszczone w domach publicznych. Po ucieczce z nich udało się dziewczynom powrócić do rodzinnych miejscowości. Niestety dziewczyny nie stawiły się przed Sądem Grodzkim w Bytomiu.

Relacje o losie dziewczyny Holtzer z Oświęcimia złożyła świadek Cecotta z Mysłowic. Holtzer miała świadkowi opowiedzieć, że podstępnie wywiezio­na została do Buenos Aires, gdzie dla swojego ukochanego pracowała w domu publicznym. Ponieważ miała dość tak podłego życia, uciekła z niego oraz z Argentyny i wróciła do Oświęcimia. Przypadek zaś Rose Breststein, której los i droga była podobne, przytoczyła właś­cicielka jadłodajni Friedmann z Mysło­wic. 20-letnia Bretstein miała mieszkać u niej przez 14 dni. Stąd wywieziono ją do Argentyny i przekazano w ręce Moische Lubelskiego.

Autor: Alfred Sulik

Artykuł ten ukazał się na stronie internetowej Gazety Mysłowickiej 23 maja 2013r.

Pliki cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.