Mysłowiccy policjanci i emigranci na wspólnej fotografii przy dworcu kolejowym

 

Było publiczną tajemnicą w Mysłowicach, że Lubelski był handlarzem dziewcząt, który bez potrzeby doprowadzania dziewcząt do stacji emigracyjnej wywoził je dalej. Zwykle nie informował dziewczyn, gdzie i w jakim celu je wywozi.

 

Zeznania głównego oskarżonego Samuela Lubelskiego

W pierwszym dniu procesu, po odczytaniu aktu oskarżenia, wyjaśnienia składał Samuel Lubelski. Nie przyznał się on do winy i uważał się za niewinnego. Na ławie oskarżonych miał się znaleźć z powodu doniesień jego pomocniczych agentów Goldberga i Kagana, którzy usiłowali się zemścić za niepowodzenia w interesach emigracyjnych.

Lubelski wyjaśnił, że od 1895 r. pracował dla agentury emigracyjnej w Archangielsku, skąd po wydaleniu go przez władze rosyjskie kierował emigrantów z Warszawy do Torunia. W 1910 r. wraz z rodziną zamieszkał w sąsiadującym z Mysłowicami Jęzorze w zaborze austriackim. Jednocześnie miał na stałe wynajęte pokoje w kilku mysłowickich hotelach: Hotelu „International”, Hotelu „Cohna” i Hotelu „Weiss”. Jego działalność w Mysłowicach polegała na przejmowaniu przechodzących przez granicę rosyjską emigrantów, których następnie prowadził do stacji emigracyjnej spedytora Maxa Weichmanna. Do pomocy miał jedenastu agentów pochodzenia żydowskiego, którzy werbowali na terenie Rosji, Ukrainy i Królestwa Polskiego chętnych do wychodźstwa oraz kierowali ich do granicy państwowej pod Mysłowicami. Następnie sześciu przemytników, po przekupieniu rosyjskiej straży granicznej, przeprowadzało emigrantów nielegalnie, tzn. bez paszportów przez granicę.

Lubelski przyznał, że od jednego emigranta otrzymywał gratyfikację w wysokości 12 rubli, z których po potrąceniu wydatków związanych z noclegiem i wyżywieniem pozostać miał mu 1 rubel. Dodał, że jego pomocniczy agenci płacili mu dodatkowo 30 rubli tygodniowo. Lubelski przyznał, że rocznie zarabiał ponad 40 000 marek. Na zapytanie sądu, czy często gościł komisarza mysłowickiej policji Sellego, dał odpowiedź potwierdzającą, jednakże negował, by wręczał komisarzowi prezenty.

Zeznania koronnego świadka oskarżenia funkcjonariusza policji kryminalnej Halemby

Następnie zeznania składali wachmistrz policji kryminalnej Halemba i rabin mysłowickiej gminy żydowskiej dr Winter. W pierwszym dniu procesu koronnym świadkiem był wachmistrz Halemba. Oskarżył on Lubelskiego przed sądem o uprawianie handlu dziewczętami. Zeznał, że widział oskarżonego na ulicach i w restauracjach Mysłowic w towarzystwie młodych, obcych dziewcząt. Oświadczył także, iż było publiczną tajemnicą w Mysłowicach, że Lubelski był handlarzem dziewcząt, który bez potrzeby doprowadzania dziewcząt do stacji emigracyjnej wywoził je dalej. Zwykle nie informował dziewczyn, gdzie i w jakim celu je wywozi. Halemba poinformował sąd, że obawiał się komisarza policji Sellego, który ochraniał Lubelskiego oraz dwukrotnie się świadkowi wygrażał. Przytoczył też wcześniej wspomniany fakt o podróży spedytora Maxa Weichmanna, krótko po aresztowaniu Lubelskiego, do Hamburga, by skłonić generalnego dyrektora Towarzystwa Okrętowego HAPAG – Ballina do wizyty u ministra spraw wewnętrznych Rzeszy Niemieckiej i spowodowanie „zawieszenia w czynnościach służbowych zbyt dociekliwego wachmistrza (Halemby) z pogranicznych Mysłowic”. Co też wkrótce nastąpiło. Halemba uznał zarzuty o jego pracy dla dobra właścicieli hoteli „Cohn” i „Weiss” za bezpodstawne. Poinformował także sąd, że otrzymał kilka listów z pogróżkami, zaś syn napadnięty został przez nieznanych napastników. Potwierdził jednak, że prowadził bez upoważnienia władz zwierzchnich dochodzenia związane ze sprawą handlu dziewczętami na terenie Modrzejowa i Oświęcimia. Halemba zaprzeczył, jakoby miał nakłaniać dwóch świadków z Królestwa Polskiego do złożenia zeznań niekorzystnych i obciążających oskarżonego Samuela Lubelskiego. Na pytanie obrony, czy napisał i wysłał do władz austriackich anonimowe doniesienie na Lubelskiego, w którym oskarżał go o handel dziewczętami i przekupywanie straży granicznej, Halemba początkowo wstrzymywał się od odpowiedzi. Dopiero pod naciskiem pierwszego prokuratora oświadczył, iż jest możliwe, by sporządzał takie notatki, lecz listu do władz nie wysyłał. Sąd postanowił więc anonimowe pismo sprowadzić i przeprowadzić konfrontację. Halemba przytoczył też powody, dla których rabin mysłowickiej gminy żydowskiej dr Winter wyprowadził się z Mysłowic: „nie zgadzał się rzekomo z zachowaniem Lubelskiego”.

Zeznania rabina dr. Wintera i funkcjonariuszy mysłowickiej policji

Zaprzeczył temu zeznający jako następny przed sądem dr Winter, który na proces przyjechał aż z aktualnego miejsca zamieszkania – Hamburga. Jako przedstawiciel żydowskiego Komitetu Pomocy zajmował się emigrantami, którzy przybywali do Mysłowic bez odpowiednich środków pieniężnych. Jednakże dodał, że kiedy w towarzystwie rosyjskiego przedstawiciela Towarzystwa Pomocy spotkał na ulicy w Mysłowicach Samuela Lubelskiego, stwierdził, że został on skazany przez sąd w Warszawie o uprawianie handlu dziewczętami. Rabin Winter próbował na własną rękę fakt ten zbadać, lecz nie przyniosło to efektu. Zdołał jedynie ustalić, że Lubelskiego wydalono pod zarzutem przemycania emigrantów do Mysłowic. Rabin Winter potwierdził jednak, że wydaleni z Mysłowic pomocniczy agenci Lubelskiego – Kagan i Goldmann – donieśli mu o sprzedaży przez Lubelskiego dwóch sióstr o nazwisku Kronenberg do Argentyny. Nie potwierdził opinii wachmistrza Halemby, by wyprowadził się z Mysłowic z powodu niewłaściwego zachowania Lubelskiego. Nigdy też nie odnosił wrażenia, by poprzez stację emigracyjną Maxa Weichanna uprawiano handel dziewczętami.

Kolejni zeznawali funkcjonariusze mysłowickiego komisariatu policji. Sekretarz policji Borath stwierdził, że jemu i wielu mieszkańcom Mysłowic wydawało się już dawno podejrzane odbieranie przez Lubelskiego na granicy ludzi, których prowadził do stacji emigracyjnej. Sierżant Tuschinski zaś poinformował sąd, że w 1912 r. złożył na Lubelskiego donos o prowadzeniu handlu dziewczętami. Gdy jednak na polecenie prokuratury miano przedstawić jej trzech żydów rosyjskich, którzy złożyli Tuschinskiemu zeznania, okazało się, że zniknęli oni z aresztu. Spowodował to komisarz Selle dla dobra Lubelskiego. Ponownie przed sądem stanął wachmistrz Halemba, który oskarżał Lubelskiego także o szpiegostwo. Lubelski pracował dla wojskowego wywiadu i z tego powodu był uznawany przez władze Królewskiej Rejencji w Opolu, która miała się rzekomo wstawić za Lubelskim i zalecić prowadzącym śledztwo, by do sprawy Lubelskiego podchodzili z dużą ostrożnością.

Wyjaśnienia usuniętego z policji wachmistrza Halemby

W drugim dniu rozprawy Sąd Królewski w Bytomiu przyjmował zeznania mysłowickich funkcjonariuszy policji. Ponownie przystąpiono do przesłuchania koronnego świadka oskarżenia wachmistrza Halemby w sprawie wysłanego listu anonimowego do Krakowa, informującego o działalności Lubelskiego. Można było odnieść wrażenie, że zamierzano obciążyć Halembę. Halemba przyznał, że był autorem anonimu wysłanego do Cesarsko – Królewskiej Dyrekcji Policji w Krakowie. Napisał go w oparciu o materiał dostarczony przez mieszkającego w Królestwie Polskim Zuckermanna, który miał być zainteresowany w jego wysłaniu. Koperta zawierająca anonimowy donos zniknęła z biurka wachmistrza Halemby. Wraz z przesłuchiwanym w tej sprawie asystentem policji Wloką stwierdził, że w mysłowickim komisariacie policji często ginęły pisma urzędowe. Halemba przyznał się do przyjęcia od Weichmanna pożyczki w wysokości 75 marek, którą oddał jednak po dwóch miesiącach. Halemba podkreślił, iż z powodu złożenia doniesienia na Lubelskiego został usunięty ze służby w policji i w związku z tym poniósł znaczne szkody i upokorzenia. Wówczas sąd zwrócił uwagę na fakt, że wachmistrzowi Halembie w zasadzie nie podano przyczyn zawieszenia w czynnościach służbowych i relegowanie z policji, a także, że zabroniono mu prowadzenia dochodzeń w sprawie handlu dziewczętami. W tej sprawie oświadczenia złożyć miał w następnym dniu burmistrz miasta Mysłowic – dr Josef Heuser.

Zastraszeni przez Weichmanna i uzeleżnieni od niego funkcjonariusze policji

W swoim zeznaniu funkcjonariusz policji Wloka określił pozycję Maxa Weichmanna. Stwierdził on, że Weichmann jako bogaty człowiek cieszy się w mieście dużym społecznym uznaniem. W tej sytuacji trudno było urzędnikowi policyjnemu niższego szczebla wystąpić przeciw Weichmannowi. Mając to na uwadze opuścił biuro w komisariacie policji w czasie ostrej wymiany zdań pomiędzy Weichmannem i Halembą, gdyż obawiał się być świadkiem tego zdarzenia. Dopiero w następnym dniu złożył raport burmistrzowi miasta Mysłowic dr. Josefowi Heuserowi o tym wydarzeniu.

Sekretarz policji Borath przyznał przed sądem, że przed 16 laty pożyczył od Weichmanna w zamian za weksel 350 marek. Pożyczki tej nie tylko nie zwrócił, ale nawet powiększył ją do 1 500 marek. Dopiero po kilku latach zwrócił tylko 800 marek i zaproponował wierzycielowi oddanie pod zastaw swoich mebli.

Obciążenie Lubelskiego, komisarza policji i burmistrza Mysłowic przez właściciela Hotelu „Cohn”

Obszerne zeznanie złożył właściciel hotelu i restauracji Cohn. Oświadczył on, że po jednej ze sprzeczek Lubelski wyprowadził się bez wypowiedzenia z jego hotelu. Potwierdził fakt przyprowadzania do pokoju hotelowego jednej do dwóch dziewcząt z grupy emigrantów, którą podejmował na granicy rosyjsko – niemieckiej. Często towarzyszyli Lubelskiemu agenci przemycający emigrantów przez granicę. Od jednego z agentów dowiedział się, iż dwaj agenci z Warszawy przyprowadzili Lubelskiemu dwie dziewczyny, które następnie wysłał do Argentyny. O zdarzeniu tym poinformował komisarza mysłowickiej policji Sellego, który nie podjął jednak żadnych czynności służbowych z powodu braku dowodów winy. Cohn wskazał na ścisłe kontakty Sellego z Lubelskim oraz poinformował o spożywanych przez nich kolacjach w pokoju hotelowym. Złożył on donos na ręce komisarza Sellego o posiadaniu od 2 lat koncepcji na prowadzenie działalności w ruchu emigracyjnym przez obcokrajowca. Ponieważ donos pozostał bez odpowiedzi, Cohn zwrócił się w tej sprawie do burmistrza Heusera. Oświadczył on jednak, że Selle przestał być komisarzem policji. Cohn posądzał z tego powodu Weichmanna o interwencję u dr. Heusera i spowodowanie zabrania mu koncesji na prowadzenie hotelu. Nie pomogło też odwołanie Cohna do władz rejencji opolskiej, która utrzymywała niekorzystną dla Cohna decyzję.

Zeznający ponownie rabin dr Winter uznał właściciela hotelu Cohna za człowieka prawego, niezdolnego do krzywoprzysięstwa i nietolerującego w swoim hotelu nierządu. Podkreślił też, że kontrola państwa nad mysłowicką stacją emigracyjną była niedostateczna. Wynikało to z faktu pozostawienia stacji w rękach prywatnych oraz wykonywaniu nadzoru nad nią przez organy niższego szczebla. Byłoby lepiej – dodał rabin dr Winter – gdyby nadzór nad nią sprawowały władze wyższego szczebla, co spowodowałoby zburzenia „potęgi Weichmanna”. Świadek stwierdził, że z powodu zdarzeń w stacji rejestracyjnej dochodziło między nim a Weichmannem do częstych sporów.

Burmistrz dr Heuser obciąża wachmistrza Halembę i odciąża Weichmanna i Lubelskiego

W trzecim dniu procesu wezwano do złożenia zeznań burmistrza miasta Mysłowic dr. Josefa Heusera, który odpowiadał na zarzuty wachmistrza Halemby. W złożonych pod przysięgą zeznaniach burmistrz Heuser dążył do zdyskredytowania, a nawet obciążenia głównego świadka oskarżenia wachmistrza Halemby. Jako przyczynę zawieszenia Halemby w czynnościach służbowych Heuser podał, że z jego zachowania służbowego nie był zadowolony, wskazując na nieznośność i zarozumiałość Halemby. Toteż, gdy do wglądu otrzymał anonim wysłany do Krakowa i przekonał się, że jego autorem był Halemba, uznał wachmistrza za nieprzydatnego do służby w policji kryminalnej. Z tego powodu przeniesiono Halembę do pracy w innym urzędzie, zaś sprawę dyscyplinarną miano wytoczyć Halembie po zakończeniu procesu Lubelskiego. Dr Heuser poświadczył, że doniesiono mu o pracy Halemby i właściciela Hotelu „Cohn” dla dobra zagranicznych towarzystw okrętowych. Umyślnie nie ujawnił wcześniej Halembie sprawy anonimowej przesyłki do Krakowa, ani przyczyny zawieszenia w czynnościach służbowych. Burmistrz Heuser oświadczył, że nie wiedział nic o sprawach związanych ze stacją emigracyjną oraz że Weichmann nigdy nie podejmował wobec jego osoby prób przekupstwa. Zaprzeczył też, jakoby przyjął od Weichmanna gratisowo karty okrętowe na przejazd do Ameryki. Dr Heuser podkreślił, że dla jego osoby proces Lubelskiego stał się pretekstem do podjęcia zaostrzonych rygorów w stosunku do właściciela hotelu Cohna, który miał werbować świadków przeciw Lubelskiemu. Kilkakrotnie na Cohna i Halembę skargi składał Weichmann. Jednocześnie burmistrz zaprzeczał rzekomej plotce, jakoby w Mysłowicach było publiczną tajemnicą uprawianie przez Weichmanna lub Lubelskiego handlu dziewczętami. Uważał to zresztą za działalność, którą można by bez większego ryzyka prowadzić.

Autor: Alfred Sulik

Artykuł ten ukazał się na stronie internetowej Gazety Mysłowickiej 20 kwietnia 2013r.