Brazylijski hrabia

 

Brazylijski hrabia

czyli wyszło szydło z worka

 

 

Ukraiński dziennik "Nowe Słowo" donosi, że plantatorzy kawy w Brazylji wysłali do Galicji falangę ajentów swoich, celem zwerbowania 10 do 15 tys. Rodzin na plantacje w Minas Geraes. Ajenci rozgłaszają, że „jakiś radca ministerjalny” w Wiedniu przyrzekł im swoją pomoc, a także i w galicyjskiem namiestnictwie, tudzież w Wydziale krajowym rzekomo przychylnie się do tej sprawy odnoszą (?) Głównym kierownikiem tego nowego emigracyjnego geszeftu na Galicję ma być, wedle doniesienia Nowego Słowa, były komisarz lwowskiego magistratu, który wraz z pomocnikiem rozwija akcję za werbowaniem ludzi do Brazylji, obiecując im wolny przejazd okrętami „Austro-Americana”. Kontrakty zaprzedają ludzi w kompletną niewolę na przeciąg 2 lat i 8 miesięcy, w ciągu których nie wolno robotnikowi pod żadnym warunkiem opuścić plantatora i zobowiązany jest pracować dla niego dwa dni w miesiącu bezpłatnie.

 

Wiadomo, że p. hrabia Lasocki jest gorącym zwolennikiem emigracji do Brazylji i ogłaszał już nieraz, że tylko Brazylja jest tym krajem, do którego emigrację polską należałoby kierować. Nadto jest p. hrabia wielkim przyjacielem i orędownikiem Austro-Amerykany – przemawiał i pisał za tem, aby tej kampanji okrętowej nadał rząd jeszcze większe przywileje – a właśnie Austro-Amerykana jest opłacana przez rząd brazylijski, aby nibyto zadarmo przewoziła „białych murzynów” do Brazylji.

 

Wyszło więc szydło z worka, dlaczego p. hrabia rzymski, któremu teraz słusznie należy się jeszcze tytuł hrabiego brazylijskiego, napadł na posła Stapińskiego i na „Canadian Pacific”. Albowiem poseł Stapiński pragnie, aby lud, skoro już musi emigrować, udawał się tam, gdzie jest dobry zarobek, zdrowy klimat i ewentualnie dobre warunki dla osadnictwa, zaś p. „hrabia brazylijski” chce chłopów sprzedawać plantatorom kawy w Brazylji do niewoli. Prędko więc sprawa się wyjaśniła.

 

Jakie stosunki panują w krajach południowej Ameryki to jest w Brazylji, Argentynie i Urugwaju, o tem w ostatnim czasie podawały gazety różne ciekawe wiadomości.

 

Sędzia Reiman z Mysłowic, mający sposobność przypatrywać się naocznie fali wychodźczej z Galicji i Królestwa Polskiego, ostrzega w gazetach niemieckich przed agentami emigracyjnymi z Argentyny i Urugwaju i tak pisze:

 

„W tym roku agencji, werbujący wychodźców do Argentyny i Urugwaju, zabierają bogate żniwo. Bywają tygodnie, że przez Mysłowice przechodzi dziennie po cztery, pięć pociągów nadzwyczajnych, natłoczonych wychodźcami, którzy wyjeżdżają przez Antwerpję lub Amsterdam do Ameryki południowej.

 

Ci dobroduszni, naiwni ludzie, skoro tylko staną w Mysłowicach, padają ofiarą wyzyskiwaczy, którzy nie cofają się przed żadnym środkiem, aby tylko biednych wychodźców ograbiać z całej gotówki. Gdy już to uczynią i biedaków obedrą, łatwo im wtedy zrozpaczonych ludzi zmusić do zobowiązania się do pracy w podzwrotnikowych okolicach Ameryki południowej. Skoro zaś robotnik kontrakt taki podpisze, położenie jego staje się gorsze, aniżeli murzynów, sprzedawanych niegdyś jak bydło robocze. Wychodźca, który postawi krzyżyk pod kontraktem, nie przedstawia już nic więcej, jak tylko narzędzie, które tak długo pracować musi, dopóki nie upadnie.

 

Znam linję kolejową nad rzeką Madera River, wpadającą do rzeki Amazonki, przy której budowie z zatrudnionych przymusowo 500 Galicjan w przeciągu trzech miesięcy ani jeden nie pozostał przy życiu, wszyscy w lasach zginęli. Skoro który padł przy pracy, odciągano go na bok i zagrzebywano.”

 

Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych i sąsiadującej z nimi Kanadzie. I cóż dziwnego, że każdy sumienny i życzliwy dla ludu pracującego człowiek cieszyć się może, jeżeli wskutek udogodnienia podróży przez powstanie nowej linji okrętowej Canadian Pacific ludzie biedni, szukający roboty, pojadą do Kanady, kraju ze zdrowym klimatem, a nie zginą w bagnach brazylijskich. Hrabiowie nie emigrują, więc to dla nich jest obojętne, a że tam tysiące chłopów zginie w bagnach to owszem, bo będzie to przestrogą dla drugich, aby się po świecie nie włóczyli, bo w kraju brak robotnika, któryby za 50 hal. Chciał pracować na obszarach dworskich.

 

Jan Biedroń

 

Przyjaciel Ludu: organ Polskiego Stronnictwa Ludowego

10 sierpnia 1913, nr 33