"Chicagowskie" porwanie

 

"Chicagowskie" porwanie dziewczyny w Mysłowicach.

Bandyci uśpili swą ofiarę, obrabowali, poczem rozebrali ją i wyrzucili z taksówki.

 

W nocy z piątku na sobotę urząd śledczy w Sosnowcu poruszony został nagłem ukazaniem się młodej i pięknej dziewczyny, która około godziny 18 wpadła do biura gwałtownie wzburzona i ubrana tylko w ciemną, jedwabną haleczkę, oraz buciki.

Przerywanym od wzruszenia głosem dziewczyna opowiedziała zdumionym wywiadowcom tak sensacyjną historję, że w pierwszej chwili mieli wrażenie, iż mają do czynienia z... warjatką.

W miarę dalszego jednak opowiadania, dziewczyna przytoczyła szereg szczegółów, nadająych opowiadaniu cech prawdopodobieństwa.

 

Z pensją ojca

Nazywam się Elfryda Hajdakówna, - mówiła roznegliżowana dziewczyna – mam 19 lat, i mieszkam przy rodzicach w Mysłowicach, ulica Piaskowa 2. Ojciec mój jest sztygarem na kop. „Mysłowice” i wieczorem wysłał mnie do biura kopalni, celem podjęcia zarobku.

Otrzymawszy w kasie 260 zł., wracałam do domu.

Już w pobliżu domu na ulicy Piaskowej podeszło do mnie 2 nieznajomych mężczyzn i w pewnej chwili chwycili mnie za ręce i wciągnęli do przejeżdżającego samochodu osobowego, w którym drzwiczki uchylił ktoś z wewnątrz.

 

Uprowadzenie

Wszystko to odbyło się tak szybko, ze zanim zdążyłam krzyknąć, samochód w szalonem tempie pognał w nieznanym mi kierunku z przygaszonemi lampami.

Czułam zawrót głowy, a serce biło mi tak gwałtownie, że zdawało mi się, iż wyskoczy z piersi. Zdołałam sobie uświadomić tylko, że samochód jest kryty i pomalowany na czarno.

Siedziałam na tylnem siedzeniu, a obok mnie 2 mężczyzn, na przedzie szofer i jeszcze jeden mężczyzna.

 

W Szopienicach

Po kilkuminutowej jeździe zdołałam zauważyć, ze jesteśmy w Szopienicach. Samochód jednak nie zatrzymał się ani na chwilę, pędząc z jednakową szybkością. Po sekundzie może ogarnęły nas znowu ciemności, a samochód pędził dalej po równej szosie. Po obydwu stronach znajdowały się puste pola.

Częstowano mnie czekoladą.

Nagle ogarnęła mnie jakaś przemożna senność, której nie zdołałam się oprzeć. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, tracąc zupełnie świadomość.

 

W Sosnowcu nad Brynicą

Wreszcie pod wpływem chłodu otworzyłam oczy, przypominają sobie nagle wszystko. Znajdowałam się na ulicy w Sosnowcu, tuż obok mostu szopienickiego, ubrana tylko w halkę, pończochy i buciki. Po samochodzie nie było ani śladu.

 

Tłum ludzi

Na ulicy zaczął się zbierać tłum, który gromadził się naokoło mnie. Poradzono mi udać się do policji i dlatego tu jestem – skończyła młoda i piękna mysłowiczanka. Zaznaczyła tylko jeszcze, że zniknęła jej również torebka z pieniędzmi.

 

Suknia i płaszcz na ulicy

W policji nastąpiło zrozumiałe poruszenie, bo też historja ta podobna jest raczej do wypraw amerykańskiego Al Capono'a.

Wysłany patrol znalazł na ulicy Sobieskiego suknię i płaszcz Hajdakówny, leżące obok mostu od strony Sosnowca.

 

Pościg

Natychmiast zarządzono pościg, powiadamiając policję w Mysłowicach oraz okoliczne komisarjaty i posterunki.

Dziewczynę ubrano i odesłano do domu.

Wysiłki policji nie dały żadnego rezultatu, nie natrafiono bowiem na żaden ślad.

 

Śledztwo

Śledztwo prowadzi równolegle policja sosnowiecka i mysłowicka. Stwierdzono, iż Hajdakówna rzeczywiście pobrała 260 zł., oraz, że cieszy się ona dobrą opinią.

 

Przegląd autodorożek

W sobotę w Sosnowcu i Mysłowicach dokonano przeglądu wszystkich autodorożek, jednak nie natrafiono na ślad.

Do soboty wieczorem policja nie miała również żadnych bliższych szczegółów. Stanęła ona wobec zagadki. Wyniki śledztwa oczekiwane są z olbrzymiem zainteresowaniem, powierzone ono bowiem zostało najzdolniejszym wywiadowcom.

 

E. Hajdakówna chora

Jak nas informują w ostatniej chwili, Hajdakówna z powodu przejść zachorowała i leży w łóżku. Z opowiada jej należałoby wnioskować, iż bandyci użyli chloroformu.

Wyników śledztwa oczekuje Zagłębie i Śląsk z niezwykłem zainteresowaniem.

 

Siedem Groszy, Niedziela, 5 -go lutego 1933 r.