Dni Mysłowic 13-14 IX 1975
Najmłodsze pióra
Parasol
Obudziłem się wcześnie. Wstałem i podszedłem do okna. Już od kilku dni oglądałem ten sam widok, a mimo to dziś znów wpadłem w zachwyt.
W dali, wśród szczytów wstawał świt. Lekka, błękitna mgła rozmazywała dokładne zarysy przedmiotów. Wokół panowała niczym niezmącona cisza. Nie spiesząc się, a jednocześnie dość szybko ubrałem się i sięgnąłem po parasol. Moja ręka natrafiła na chłodną, porowatą, odpowiednio wymodelowaną rączkę. Wyszedłem z domu i rozglądałem się dokoła. Nie namyślając się ruszyłem przed siebie, donikąd. Góry były przepiękne. Choć jestem tu już prawie tydzień, to nadal wszystko było dla mnie jak gdyby nowe i chyba dlatego odczuwałem coś w rodzaju strachu przed ich potęgą. Nie przeszkadzało mi to w podziwianiu piękna tutejszej przyrody.
Przedzierałem się przez gęstwiny leśne, wychodziłem na polany usiane różnobarwnymi kwiatami. Lecz nie tylko z bliska przyroda była tak fascynująca. Widoczne w dali wzgórza pokryte kobiercem różnobarwnych roślin, wciąż cieszyły oko swym bogactwem przypadkowych wzorów i zestawień kolorów. Słońce wspinało się coraz wyżej, zaczynało robić się gorąco, w żołądku odczuwałem przykre pustki. Postanowiłem zawrócić, lecz znów moją uwagę zajmował krajobraz pełen piękna, potęgi i jakby dostojeństwa.
Po pewnym czasie dopiero zauważyłem, ze krajobraz przechodzi z pięknej roślinności w kamienną pustynię. Zdałem sobie sprawę, że zabłądziłem.
Poszedłem w odwrotnym kierunku, lecz po dwu godzinnym kluczeniu wróciłem w to samo miejsce. Przestraszyłem się i zacząłem biec nie wiedząc nawet w którym kierunku. W pewnym momencie zauważyłem przed sobą przepaść, ledwo zdążyłem wyhamować. Stałem pół metra od krawędzi. Zerknąłem w dół. Strome, prawie pionowe zbocze, kończyło się gdzieś tam w dole. Widziałem kilka chat góralskich. Malutkie punkciki – ludzie krzątali się wokół. Przez głowę przebiegła mi myśl – skąd ja to znam ?... I w tym momencie poczułem jakieś drgnienie. Skarpa osunęła się, straciłem równowagę, wypuściłem z ręki parasol i w ostatniej chwili chwyciłem się wystającego kamienia. Próbowałem jakoś się podciągnąć, lecz to tylko zmęczyło mnie.
Zacząłem krzyczeć, lecz z gardzieli ściśniętej strachem wyrywał się tylko zduszony charkot. Palce mdlały, odczuwałem okropny ból. Wiedziałem, że już długo nie wytrzymam. Gdzieś bardzo daleko pode mną była ziemia, twarda, skalista. Przed oczami przebiegały mi wspomnienia mego młodego, krótkiego życia. Zamknąłem oczy i puściłem kamień.
Obudziłem się wcześnie. Wstałem i podszedłem do okna. Już od kilku dni oglądałem ten sam widok, a mimo to dziś znów wpadłem w zachwyt. W dali wśród szczytów wstawał świt, lekka błękitna mgła rozmazywała dokładne zarysy przedmiotów. Wokół panowała niczym nie zmącona cisza.
Nie śpiesząc się, ale jednocześni dość szybko ubrałem się i sięgnąłem po parasol, ale moja ręka nie natrafiła na chłodną porowatą, odpowiednio wymodelowaną rączkę.
Janusz Flasza
Fraszki
Sportowiec
Biega bardzo szybko
Nikt go dognić nie może,
Lecz do następnej klasy
Przejść biedak nie może.
Marek Giemborek
Skromniś
Ze skromności jest znany
Ci go nie znali -
Łatwo się dowiedzieli -
Sam się tym pochwalił.
Krzysztof Olender
Pouczenie
Kto zdobywa dobre stopnie
Prędzej swego celu dopnie
Wojciech Sapok
Wydawca – Towarzystwo Miłośników Mysłowic
Mysłowice, ul. Szymanowskiego 2
Opracowanie edytorskie – R. M. Jedliński
Fotogramy na okładce i w tekście – Marian Klimek
Duś. 3550 egz. T-9




